Artykuły

 

„Pozwól temu odejść” „Puść to wolno”

Próbuję cały czas.

Codziennie.

Niezależnie czy chodzi o ważniejszą sprawę, przypadkowe zdarzenie czy zupełny banał – efekt jest ten sam. Moja nawykowa reakcja czyli zapentlenie umysłu na problemie/zagadnieniu. Ba! Niekoniecznie ważnym. Często jest to byle cień zdarzenia, usłyszane wyrywkowo zdanie, przelotny skrzywiony uśmiech, obraz, spojrzenie. Niby nic ważnego. Ale zostaje we mnie. Czasem na długo…

Kiedy chodzi o sprawę życiową, istotną dla bytu mojej rodziny lub dla mnie usprawiedliwianie jest bardzo proste. To ważne więc rozwiązanie problemu jest istotne i naglące, a myślenie jak to zrobić jest pożądaną drogą do celu. Kiedy doświadczam kłopotów poważnych lub mam do podjęcia istotne życiowe decyzje działam bardzo skutecznie. Zadaniowo. Nie marnuję czasu. Podświadomie i intuicyjnie wiem co jest dobre. Słucham i ufam. Za świadomością więc bardzo szybko idzie działanie. Skuteczne bardziej lub mniej ale rozładowujące napięcie. Leczące.

Z innymi rzeczami nie idzie tak łatwo.

Najczęściej tematów do moich prywatnych zapętlań dostarczają ludzie i kontakty z nimi. Rzadko jest to wyartykułowany problem. Takie są dla mnie relatywnie proste – wymuszają działanie. Supełek się rozplata.

Najgorsze są te małe, malutkie. Domniemane.

Jakieś zasłyszane od kogoś zdanie, negatywna opinia lekko tylko lepka. Jakieś zachowanie znajomego kogoś, działanie, którego ja bym nie popełniła i które nie jest po mojej myśli. Spojrzenie zbyt długie w dobie prędkości. Krzywy ciut uśmiech pod moim adresem. Czasem obraz, zdarzenia widok. Plotka, ploteczka. Taka tam opinia – w powietrze rzucona. Sytuacja.

Same w sobie niewinne. Bezwartościowe i nieważne w mojej głowie urastają do gigantycznych rozmiarów poprzez multiplikacje powtórzeń. Niespodziewanych i spodziewanych kompulsywnych powrotów i migawek myślowych. W korku, w pracy, podczas mycia zębów, w medytacji, w środku nocy.

Sama im nadaję rangę, sama wartościuję. Sama karmię. Strach powiększa wilka.

Hodowana cichutko w kąciku niewypowiedziana niezgoda na sytuacje. Pielęgnowane subtelnie w nocy poczucie zranienia. Niesprawiedliwości. Pokrzywdzenia strasznego przecież! Często odrzucenia. Czasem poczucia bycia beznadziejnym. Tym gorszym.

No bo mogłam to zrobić inaczej. Co innego odpowiedzieć. Inaczej się zachować. Inaczej spojrzeć. Zmienić… Mogłam być mądrzejsza, lepsza. Mniej reaktywna.

Zawiedzione nadzieje. Niespełnione oczekiwania. Niepotrzebne.

Malutkie, twarde i cholernie trwałe: niezgoda i opór. Kamyczki w moim ogródku.

Moje braki.

Let it go. Wajragia praktyka niedościgła. Wolność od namiętności, pragnień i chceń. Wolność od owoców swych czynów. Wolność od potrzeby akceptacji, od ludzkich osądów i opinii. Od merdania ogonem.

Wolność od wszelkich zrodzonych z nich emocjonalnych zadziorów.

Matka nieutrudniania.  Odpuszczania.

Bodajże najtrudniejsza.

Próbuję cały czas. Niekiedy się udaje.

Galeria