Anna Węgrzynowska
Po raz kolejny, tym razem przedzierając się przez śnieżne zaspy zawitaliśmy do przytulnej Leśniakówki, by z dala od zgiełku codziennego życia praktykować jogę. Sala starej wozowni znów przywitała nas ogniem wesoło trzaskającym w kominku. Zmieniły się jedynie widoki za oknem. Piękne jesienne barwy przykryła ciężka czapa białego puchu i jesienną zadumę zastąpiła magiczna śnieżna aura.
Celem naszego wyjazdu była tym razem koncentracja na znaczeniu oddechu w praktyce asan. Nieczęsto zastanawiamy się nad oddechem postrzegając go jako coś tak prostego i naturalnego, że nie warto poświęcać mu naszej cennej uwagi i móc skupić na czymś znacznie bardziej skomplikowanym. Również ja do tej pory popełniałam ten błąd. Zakładałam, że oddychanie to nie żadna sztuka, skoro każdy to potrafi i jakoś przecież oddycha. Jak większość początkujących adeptów jogi chciałam wykonywać imponujące akrobacje, pokonywać ograniczenia ciała, nauczyć się czegoś, czego nie mam okazji doświadczyć w codziennym życiu. Oddychanie, uważałam, nie pomoże mi schudnąć, uzyskać wymarzonej sylwetki, nie nada gracji ruchom i nie pomoże na bóle kręgosłupa. Poświęcanie na nie kilkunastu minut dziennie to strata czasu. Przez te dwa dni Iza przekonywała nas, że oddech ma jednak ogromne znaczenie i że owszem, może wpłynąć i na samą praktykę jak i na nasze funkcjonowanie w codziennym życiu.
Już sobotnią poranna praktykę rozpoczęliśmy od pracy z oddechem i wykonania cyklu 20 oddechów, techniki pochodzącej od Hazrat Inayat Khana. Składa się ona z czterech cykli po pięć oddechów: 1. wdech i wydech przez nos. 2. wdech nosem, wydech ustami. 3. wdech ustami, wydech nosem , 4 wdech i wydech wykonane ustami. Następnie Iza przybliżyła nam pojęcia bandhy,nadi i cakry i spróbowała uświadomić nam istnienie trzech podstawowych bandh: jalandhara- bandhy, uddijana- bandhy i mula- bandhy. Są to dla większości przedstawicieli zachodniej kultury pojęcia cokolwiek abstrakcyjne i tak trudne do wyobrażenia, że podczas poprzedniego jesiennego pobytu przyjęłam jedynie do wiadomości ich istnienie. Tym razem dzięki sugestywnemu objaśnieniu Izy udało mi się zlokalizować i skoncentrować się na właściwych obszarach, a nawet pokusić się przynajmniej o próby ich opanowaniaJ. Trudne było to zwłaszcza w przypadku mula-bandhy polegającej na zaciśnięciu mięśni obszaru pomiędzy odbytem a genitaliami i podniesieniu ich pionowo do góry(!).
Następnie wsłuchaliśmy się w demonstrowany przez Izę Ujjayi przypominający rytmiczny szum spokojnego morza i spróbowaliśmy zabrzmieć równie przekonująco, co jednak niekoniecznie nam się udało L. Spróbowaliśmy jeszcze raz, jednakże tym razem próba poprzedzona była instruktarzem sposobów oddychania Ujjayiem: oddychanie nosem z czubkiem języka podwiniętym do podniebienia (i tu już pierwsze osoby odniosły sukces, bo trudniej konwersować, ale grupa znacznie się wyciszyła), bezdźwięczne wymawianie głoski ?H? najpierw z otwartymi, później przy zamkniętych ustach.
Gdy już byliśmy w stanie wykrzesać z siebie coś dość zbliżonego do oryginału Iza poprosiła nas, byśmy spróbowali poczuć, jak powietrze przepływa przez nasze górne drogi oddechowe. Okazało się, ku naszemu zdumieniu, że mimo iż oddychamy nosem przy zamkniętych ustach odczuwamy przepływ strumienia powietrza nie w nozdrzach ale na szczycie podniebienia miękkiego i w krtani. Gdy w efekcie uzyskaliśmy w końcu charakterystyczny głęboki rozpoczęliśmy pracę nad połączeniem Ujjayiu z różnego rodzaju ruchem, aby lepiej uświadomić sobie jego rolę, jak i poczuć jego efekty. Podczas całych dwudniowych warsztatów Iza kierowała naszą uwagę na sposób, w jaki oddychamy w czasie wchodzenia, trwania i wychodzenia z poszczególnych asan (czasem musiała w ogóle przypominać o oddychaniu, bo w ferworze praktyki czasem o tym zapominaliśmy). Próbowaliśmy odczuć w jaki sposób stosowanie prawidłowego oddechu Ujjayi zmienia pracę naszego ciała i ułatwia wykonanie asany.
Po opanowaniu ujjayiu i świadomego oddechu brzusznego Iza zapoznała nas z podstawowymi technikami i efektami pranajamy . Podczas dwóch dni warsztatów były Nadi sidhana pranajama z niezwykle skomplikowanym systemem prowadzenia wdechów i wydechów naprzemiennie prawym i lewym nozdrzem, oraz prostsze do ogarnięcia Pranajamy: Anuloma, Viloma i Pratiloma ujjayi. Pranajamy te również określają sposoby wykonywania wdechu i wydechu. W Anulomie wdech Ujjayi wykonywany jest obu nozdrzami, a wydech nozdrzami naprzemiennie, w Vilomie odwrotnie to wdech wykonywany jest nozdrzami naprzemiennie, a wydech Udjjayi. W końcu w Pratiloma wdech i wydech naprzemiennie nozdrzami także z Ujjayi.
Były pobudzające Bhastirka- pranajama i jej łagodniejsza siostra Kapalabhati. Obie masują i uaktywniają narządy wewnętrzne oraz mięśnie brzucha, oczyszczają zatoki i ożywiają ciało.
Sesję sobotnią kończyliśmy Bhramari pranajamą będąca wstępem do praktyki wycofania zmysłów, w której technika podobna do Ujjayiu prowadzi do uzyskania brzęczącego dźwięcznego wydechu. Pranajama ta wydawała mi się trudna do wykonania w grupie radosnych, roześmianych ludzi, jednakże fakt, że dobrze czuliśmy się i cieszyliśmy wspólną praktyką sprawił, że zasłaniając oczy i zatykając uszy potrafiliśmy podjąć próbę odcięcia się od bodźców z zewnątrz brzęczeć jak pszczoły.
Poza pranajamą i intensywna (dla niektórych nawet bardzo) praktyką asan spróbowaliśmy również krótkiej medytacji. Dla mnie-osoby dynamicznej, mającej problemy z zatrzymaniem na macie było to nie lada wyzwanie. Jednak te chwile wyciszenia zrobiły dla mnie wrażenie. Zwłaszcza medytacja z intencją do kogoś bliskiego, z kim chcielibyśmy poprawić relacje stanowiła naprawdę mocne zamknięcie tego dwudniowego spotkania z jogą i pozytywnie nastawiła mnie do rzeczywistości, do której trzeba było wracać.
Przez te dwa dni warsztatów świadomy oddech Ujjayi towarzyszył nam podczas wykonywania statycznych asan i dynamicznych vinyas, a w końcu wieńczącej nasze wysiłki Jin Jodze. Głęboko wierzę, że to dzięki jej rozciągającemu mięśnie działaniu byliśmy w stanie zapakować nasze zmęczone ciała do samochodów, dojechać do domów, a nazajutrz w miarę bezboleśnie funkcjonować..
Wyjazd stanowił dla wielu z nas punkt przełomowy: znów Leśniakówka okazała się miejscem, sprzyjającym przełamywaniu własnych zahamowań i lęków. Kilkoro z nas po raz pierwszy stanęło na głowie lub dokonało jakiegoś innego fizycznego wyczynu. Ja, kierując uwagę na oddech i pracę swojego ciała odkryłam, że oddech ma znaczenie. Zrozumiałam , że tak jak ogień nie może palić się bez tlenu, tak procesy przemiany materii, właściwa praca mięśni i całego organizmu nie może prawidłowo przebiegać bez efektywnego dostarczania tlenu do każdej komórki naszego ciała. A warunkuje to jedynie prawidłowy, świadomy oddech, więc warto poświęcić mu więcej niż kwadrans dziennie.





