„Jest ciemno, bo za bardzo się starasz.”
Życie jawi się nam dość często jako pasmo udręk i znoju. Zdarza się, iż postrzegamy je jako wieczna walkę: parcie do przodu z zaciśniętymi zębami, dorównywanie do perfekcyjnie wysokich oczekiwać, wieczny pośpiech, stawianie czoła przeciwnościom losu, zdobywanie tego co chcemy okupione słonym kosztem.
Dlaczego tak się dzieje?
Próbuję zrozumieć.
Nasza rzeczywistość gospodarcza - ten wszechobecny „turbokapitalizm” od kilkudziesięciu lat nas do tego wręcz obliguje. Parametrem pożądanym jest tu bowiem pracowitość, szybkość, skuteczność, wydajność, produktywność, perfekcyjność i użyteczność. Aby to osiągnąć konieczny jest więc ciągły nieustanny wznoszący się rozwój, poparty zestawem koniecznych cech.
Wszystko to po to, aby odnieść tak pożądany obecnie sukces.
Zdaje mi się, iż owe podejście promieniuje na wszelkie inne aspekty naszego życia. Zorientowanie na wieczny rozwój i polepszanie czego się da wypełnia wszelkie aspekty naszej rzeczywistości.
Towarzyszy temu niczym szum w tle WIECZNY, CIĄGŁY TRUD STARANIA SIĘ.
Według słownika „staranie się” to „wysiłek, działanie podejmowane w celu osiągnięcia lub otrzymania czegoś”. Synonimem jest tu: ubieganie się, zabieganie, czynienie starań, dobijanie się, czynienie zabiegów, pracowanie, wyłażenie ze skóry, wychodzenie z siebie, poruszanie nieba i ziemi. A zastępują je także słowa typu: pieczołowicie, misternie, precyzyjnie, kunsztownie i skrupulatnie.
Ufff! Od samego wypisywania można poczuć się zmęczonym.
Staramy się więc od rana do nocy w pocie czoła o prawie wszystko: aby dobrze wyglądać, aby się nie spóźnić, aby się nie starzeć, aby być szczupłym, aby odrobić lekcje, aby mieć podcięte włosy, aby mieć świetną kondycję, aby nie mieć przebarwień, aby Zosia nas lubiła, aby mieć zadbany trawnik, aby nie mieć kurzu na półce, aby chwasty nie rosły w ogródku, aby mówić płynnie w obcym języku, aby grać dobrze w tenisa.
Aby dzieci utrzymać na studiach.
Aby perfekcyjnie stać na rękach.
Aby zrobić fotkę doskonałą.
Aby mieć dużo klientów.
Aby kreatywnie spędzać wolny czas.
Aby być modnym.
Aby szef Nas cenił.
Aby być świadomym wszystkiego, co się da.
Aby być oczytanym. Szanowanym. Mieć sporo followersów, etc etc.
A wszystko to najlepiej na raz - aby produktywnie było. No i na całego - aby było skutecznie.
Płyniemy tym nurtem coraz szybciej. I coraz bardziej bezrefleksyjnie. Nie zatrzymujemy się przecież aby nie marnować przypadkiem cennego czasu.
Owe rozpaczliwe STARANIE SIĘ o wszystko - bezdusznie i szczelnie wypełnia całe nasze dni.
I po co?
Aby nasza rzeczywistość była wreszcie skończenie wspaniała!
Aby sprostała naszym ogromnym wymyślnym oczekiwaniom.
Abyśmy my - w końcu - sprostali swoim własnym oczekiwaniom.
No i w sumie nie ma sprawy - bo jak lubisz - to czemu nie. Niemniej nasuwa mi się pewien wniosek.
Wszystko to co z takim trudem robimy jest skutkiem BRAKU AKCEPTACJI tego co jest. Tego co mamy.
Nasza rzeczywistość nie jest dla nas po prostu dość dobra.
My w niej - nie jesteśmy dość dobrzy.
Dlatego nie jest lekko - trzeba cały czas to WSZYSTKO ulepszać!
Ciągła - świadoma bądź nie - niezgoda na rzeczywistość jest swoistą walką z wiatrakami napędzaną głęboko w nas ukrytą nieakceptacją siebie i świata.
Owe ciągłe działanie, owe staranie i trud zaczyna zastępować nam bycie.
Z czasem okazuje się, że kiedy „nie działamy” istniejemy jakoś mniej.
Stajemy się bezwartościowi.
Tak oczekiwany wolny weekend nas już do końca nie zadowala…Nie umiemy w nim po prostu być. Nie umiemy odpocząć.
„Aktywny odpoczynek” będący niby antidotum na nadaktywne życie to kuriozalny produkt naszych czasów.
Latami więc często esploatujemy się okrutnie.
Bo ileż można się starać? Ile jeszcze można żyć z tą nerwicą perfekcji?
Ileż można być niekompletnym? Jak długo można wciąż działać?
Z czasem mamy dość.
Życie staje się po prostu ciężkie. Staje się naszym przeciwnikiem, naszym wrogiem.
Zdaje mi się, że sami zapędzamy się w ten przysłowiowy „kozi róg”.
Czy jest na to rada?
Wydaje mi się, że jest.
Popatrz na kwiat błyszczący w słońcu. On jest skończony. Nie musi być piękniejszy. Nie musi się starać.
Mruczący kot łaszący się mi teraz o nogi - jest idealny. Nawet z tym rzepem na futerku.
Gdaczące, rozgrzebujące ziemie kury są perfekcyjnie dopasowane do krzywego podwórka.
Stoickie drzewo stojące w bezruchu ciszy jest kompletne.
Rozedrgany lot wróbelka jest zjawiskowo niedoskonale lekki.
Potęga góry polega tylko na jej istnieniu.
Sam fakt bycia tym kim jesteś jest cudem. Bycie nie musi przynosić pożytku - samo w sobie jest wartością. Jesteś skończony i kompletny.
Zatrzymaj się.
Pozwolenie sobie na bycie bez działania jest początkiem zrozumienia, że jesteś już wystarczająco dobrą wersją siebie.
Nie trzeba się wysilać.
Nie trzeba się starać.
Można po prostu istnieć.
Żyć ciut lżej.
„Jest ciemno, bo za bardzo się starasz. Lekko dziecko, lekko. Naucz się robić wszystko lekko. Tak, podchodź do tego lekko, nawet jeśli czujesz wszystko głęboko. Po prostu pozwól, aby rzeczy się działy i traktuj je z lekkością. W tamtych czasach byłem tak niedorzecznie poważny… Lekko, lekko – to najlepsza rada, jaką kiedykolwiek mi dano… Więc wyrzuć bagaż i idź dalej. Wokół ciebie są ruchome piaski, ssące twoje stopy, próbujące wciągnąć cię w strach, użalanie się nad sobą i rozpacz. Dlatego musisz chodzić tak lekko. Lekko kochanie…"
Aldous Huxley - Wyspa
✍️ Iza Raczkowska


