W naszym organizmie neuroprzekaźnikiem, który odpowiada za nasze dążenie, motywację i pragnienie nagrody (tzw. seeking and reward) jest dopamina. Do jej wydzielania dochodzi przede wszystkim w momentach ekscytacji, zaspokajania, odczuwania przyjemności oraz zadowolenia związanego z daną aktywnością.
Dzięki temu czujemy się dobrze. Czujemy że żyjemy. I oczywiście – chcemy więcej tego, co sprawia że się tak czujemy.
Dopamina jest głównym neuroprzekaźnikiem w układzie nagrody w mózgu (obszar pola brzusznego nakrywki) – dzięki temu łatwiej jest nam zapamiętywać sytuacje i zachowania, które kojarzą się z uczuciem satysfakcji.
Jednocześnie jest to jednak prosta droga do uzależnienia lub…przedawkowania przyjemności.
W naszej kulturze często słyszymy, że zasługujemy na nagradzanie się, na zrobienie dla siebie czegoś dobrego – przy czym pod tym „czymś dobrym” zazwyczaj chowają się zakupy (niezależnie czy torebki czy sportowego roweru), ekstra deser (bo ciężki dzień, okres etc), nadużywanie alkoholu, morderczy trening, oglądanie serialu do 2 nad ranem.
Zasadniczo, nie jest to nic, co nam „robi dobrze”.
Częste wystawianie się na bodźce, które sprawiają nam przyjemność prowadzi do tego, że organizm z czasem zaczyna się przyzwyczajać do tego sygnału. Powoli tworzy z niego nowy status quo, co powoduje, że zaczyna potrzebować coraz więcej stymulacji, aby uzyskać ten sam efekt satysfakcji. Wzrastający poziom dopaminy, zmniejsza wrażliwość receptorów dopaminowych. W sytuacji chronicznego wystawiania się na działanie dopaminy, układ nagrody w mózgu jest mniej aktywny, niż w sytuacji, gdy dawkujemy sobie nasze przyjemności.
Zaznaczmy, że nie mówimy tu tylko o substancjach szkodliwych jak alkohol, narkotyki czy palenie papierosów – mówimy o wszystkim, czym TY sama/sam siebie nagradzasz: jedzeniem, podróżami, zakupami, itp.
Z czasem doświadczenie tej naszej „nagrody” może w ogóle nie wywołać pobudzenia. Czyli rzeczy przestają nas cieszyć. Kupujemy nową sukienkę i nawet jej nie ubieramy, tylko wieszamy z metką do szafy. Lecimy na ciepłą, słoneczną wyspę, gdzie wszystko wydaje nam się być takie sobie. Jemy kolejny kawałek szarlotki, ale ona już nam nawet nie smakuje.
Życie przestaje nas cieszyć.
I tutaj wchodzi do gry dyscyplina.
Świadome odraczanie czynności, które sprawiają nam przyjemność, czyli tzw. odroczona gratyfikacja.
Ograniczanie ich – tak, żeby faktycznie, były dla nas czymś wyjątkowym. Zwłaszcza, że największy przyrost dopaminy pojawia się w okresie antycypacji, czyli oczekiwania na przyjemność.
Tak, żeby móc się cieszyć z tego, co masz.
Pamiętaj, że to TY i Twoje wybory decydują o tym, co będzie powodowało wyrzut dopaminy w Twoim organizmie.
Dlatego wybieraj mądrze!
✍️ Gosia Wojcieszak


