Artykuły

(artykuł ukazał się w magazynie JOGA, magazyn nr 4)

Czym dla mnie jest santośa? To praktyka dyscypliny indywidualnej polegająca na akceptacji chwili obecnej i umiejętności cieszenia się nią – dla mnie najważniejsza z nijam. Na niej dopiero można budować całą resztę. Dlaczego? Wyjaśnię.

Żyjemy w szybkim świecie zbudowanym przez intelekt. To właśnie on nakręca trybiki machiny naszej codzienności. Żyjemy pod dyktando naszego rozumu, naszych myśli zupełnie nie umiejąc się spod ich rządów wyzwolić. To one decydują jak postrzegamy świat i umiejscawiają nas w nim. Uwikłani w myśli latami, całkowicie się z nimi identyfikujemy nie rozróżniając już granicy pomiędzy nimi i tym kim jesteśmy. Takie całkowite utożsamianie się z umysłem rodzi jak wszyastko pewne konsekwencje.

Pierwszą najważniejszą konsekwencją rządów naszego umysłu jest to, że myśli towarzyszą nam przez cały czas zajmując nas bez reszty. Od rana do nocy, w każdej sekundzie przez nasz umysł przepływa nieskończony myślowy słowotok. Ciąg myśli bez początku i końca wypełnia nasze życie zupełnie. Choć lubimy myśleć o sobie jako o jedynej słusznej mocy sprawczej wszelkich rzeczy – tak nie jest. W przeważającej większości nasze myśli są niezależne od nas. Może jedynie inicjujemy dany wątek, ledwie wskazujemy kierunek… Potem już – na hura – myślowy wyścig galopuje. Skutkiem tego jest wszechobecne poczucie dziania się. Permanentny chaos i wieczny szum myślowy. Niezależnie od tego czy jesteś w wysokogórskiej samotni czy tkwisz na skrzyżowaniu citi w godzinach szczytu – natłok myśli wypełnia Twoją głowę bez przerwy. Nie umiemy odnaleźć już ciszy, przestrzeni i pokoju. Nigdzie.

Kolejnym skutkiem owej przymusowości myślowej jest wypełnienie naszego życia wciąż nowymi zadaniami. Całkowita identyfikacja z umysłem ciągle i wciąż kreuje nasze ego. Te z kolei rośnie wtedy kiedy coś posiada. Tak zaczynają się chcenia, tak zaczyna się produkcja wciąż nowych i nowych potrzeb. Musimy zdobyć lepszą pracę, zbudować większy dom, mieć szybszy firmowy samochód, płacić złotą kartą, nosić ciuchy niszowych projektantów, mieć dzieci w prywatnej szkole, mieć najbardziej wyjątkowe wakacje i zawsze zajmować miejsca dla Vipów. Ale to nie wszystko, bo posiadanie przejawia się też subtelniej: musimy być lepiej wykształceni, mądrzejsi, bardziej oczytani i bardziej wyrafinowani. Musimy mieć rację. A już wisienką na torcie naszego ego jest większa skromność, wyjątkowa odwaga, rozbudowana duchowość, altruistyczne oddanie, konieczne współczucie i wyjątkowa moralność. To wszystko sprawia, że kołowrót naszego życia przyśpiesza. Niezależnie czy naszym celem jest najnowsze Ferrari czy oświecenie – musimy wciąż do czegoś dążyć, coś zdobywać, w czymś się zatracać i na coś czekać. Musimy więcej pracować, czytać, uczyć się, pomagać, praktykować, rozumieć, zmagać i wzmagać. Musimy bez przerwy coś robić. Musimy wciąż i wciąż poszukiwać spełnienia. Wyizolowani w poczuciu lepszości i poddani kreacją naszego ego bez reszty pędzimy przez życie. I nie mogę tu napisać z czystym sumieniem, że życie które prowadzimy jest rzeczywiście – nasze…

Najważniejszym jednak skutkiem całkowitego zawładnięcia nas przez nasze umysły jest zakleszczenie się w czasie. Poddani myślom setki razy na dobę wracamy do przeszłości rozstrzygając, ponownie oceniając, żałując lub przeinaczając to co było. I nie ważne czy wracamy do dobrych czy do mniej dobrych chwil – skutek jest ten sam. Nie ma nas teraz. Teraźniejszość umyka przesłonięta przez tak fajnie bezpieczne rozpamiętywanie przeszłości.

Jeszcze gorzej jest z przyszłością – ta to dopiero nas pochłania! No bo my mamy zawsze jakieś plany, przewidywania i oczekiwania. No bo zawsze jest lepiej tam gdzie nas nie ma. Zawsze później będzie lepiej – w innym miejscu i czasie.

W zajętym myśleniem umyśle przyszłość zawsze jawi się jako nasza nadzieja, nasze dopełnienie, spełnienie i wyzwolenie. Tylko pozornie… Nadzieja odbiera teraźniejszość a notoryczne dążenie do czegoś co ma się stać w przyszłości rodzi permanentne obawy i lęk. Boimy się, że nie zrealizujemy tego o czym marzymy, nie wykonamy planów i postanowień, że nie osiągniemy tego co chcieliśmy, że coś nie będzie po naszej myśli, że się nie uda, że nie damy rady. Boimy się, że nie będziemy dość dobrzy, dość zabawni, wystarczająco sprawni i skuteczni.

Lęk rodzi się z planowania, z przewidywania, z wyprzedzania czasu. Lęk rodzi się z nieobecności tu i teraz.

Tworzymy tony nowej pracy myślowej z tym związanej a większość naszych strachów jest także bezpośrednim skutkiem tego kompulsywnego myślenia o przyszłości.

Często całe życie traktujemy jako drogę do czegoś, sposób osiągnięcia jakiegoś celu. Całe życie na coś czekamy… Całe życie czegoś się boimy.

To mechanizmy kreujące nasze cierpienie.

Wszystko przez nasz intelekt – produkt mózgu. Nasz rozbudowany mózg zgodnie z przeznaczeniem nadanym mu przez ewolucję miał być przecież tylko pomocnym nam narzędziem- podobnie jak wyprostowana postawa czy przeciwstawny kciuk. Miał nam ułatwiać i usprawniać życie. Stał się jednak naszym jedynym panem i władcą.

Jak więc się w tym odnaleźć? Jak dokopać się do siebie? Jak to ogarnąć bez angażowania umysłu w kolejne ciągi myślowe?

Świadomość jest początkiem zmian. Musimy sobie uświadomić co i kiedy dzieje się w naszej głowie. Kiedy rodzi się myśl. Jakie dana myśl wyzwala wzorce postępowania. Kiedy myśl odbija się w ciele tworząc emocje. Dokąd one prowadzą. Odnaleźć prawidłowości i schematy. Następny krok to obserwowanie tych procesów.

Ta praca zaowocuje dystansem do swoich myśli i zrozumieniem swoich emocji. Zaczniemy powoli powolutku wyzwalać się spod władzy umysłu.

Myślowy słowotok nie zwolni tak od razu  – jednak coś się zmieni. Zmieni się Nasz do niego stosunek. Myśli nie będą już Nas tak pochłaniać. Zaobserwujecie wręcz, że niektóre wywołają na naszych ustach półuśmiech. Odnajdziemy ciut wolności.

Drugą konieczną zmianą jaką powinniśmy poczynić jest nauka bycia tu i teraz. To prawdziwy początek drogi do wyzwolenia. To skupienie się na samym działaniu, a nie na jego rezultatach. Na tym co robisz w chwili obecnej. Na całkowitym i jednorodnym oddaniu się czynności którą właśnie wykonujesz. Wszystko jedno czy jest to zamiatanie, głaskanie kota, wycieranie kurzy, rozmowa z matką, prowadzenie samochodu czy pisanie poezji. To co robisz wykonuj z całym swoim sercem i z tak wielkim pietyzmem na jaki tylko możesz się zdobyć. To zaowocuje czymś cudnym – przywróceniem wartości. Wszystko co robisz nabierze sensu. Teraźniejszość zacznie być ważna.

Umiejętność obserwowania własnych myśli i praktyka skupienia na chwili obecnej popełniane wciąż i wciąż zaowocują prawdziwym i szczerym zadowoleniem. Jednoznacznym odczuciem radości i spokoju. Prawdziwą praktyką santośi. Patańdżali w Jogasutrach (JS II.42) pisze, że z praktyki santośi rodzi się nieprzebrana radość. Prawdziwe i szczere uczucie radości wynikające z wolności, z akceptacji rzeczywistości i z poczucia sensu.

Ta praktyka sama w sobie powinna być celem niejednego z nas. Dzięki niej okazuje się, że nasze życie przestaje być ciągłym oczekiwaniem, karą czy permanentną walką. Przestaje być uciążliwym dążeniem do czegoś. Dzięki niej okazuje się, że wszystko co konieczne ? już mamy a każdy dzień staje się nie tyle drogą ale celem.

Parę ćwiczeń pomocnych w ćwiczeniu uważności, akceptacji i zadowolenia.

Ćwiczenie obserwacji ciała.

Usiądź na podłodze tak aby Twój kręgosłup był całkowicie prosty. Najlepiej do tego nadaje się siad skrzyżny lub lotos. Jeśli bolą Cię kolana usiądź na krześle. Zamknij oczy. Pozwól aby Twoje ramiona bezwładnie opadły. Skieruj swoją uwagę do wewnątrz. Zaobserwuj jak każdy kolejny oddech bezwysiłkowo wypełnia klatkę piersiową. Obserwuj jak każdy kolejny wydech aktywnie wypycha powietrze na zewnątrz. Poczuj swoje dłonie i stopy. Poczuj jak pulsuje w nich krew. Poczuj jak bicie Twojego serca wprowadza delikatne wibracje w całe ciało. Poczuj swój puls. Uświadom sobie jaką energię masz w sobie teraz. Powtarzaj to ćwiczenie dwa razy dziennie przez 10 minut.

Ćwiczenie obserwacji myśli.

Usiądź na podłodze tak aby Twój kręgosłup był całkowicie prosty. Najlepiej do tego nadaje się siad skrzyżny lub lotos. Jeśli bolą Cię kolana usiądź na krześle. Zamknij oczy. Pozwól aby Twoje ramiona bezwładnie opadły. Skieruj swoją uwagę do wewnątrz i skup się na oddechu. Jeśli przyjdzie Ci do głowy jakaś myśl nie walcz z nią. Obserwuj jak się rozwija i zmienia. Cały czas obserwuj dokąd zmierza ale nie angażuj się w nią. Cały czas bądź widzem. Zaobserwuj czy myśl, która przepływa przez Twój umysł odbija się jakoś w Twoim ciele. Jeśli rodzą się jakieś emocje dostrzeż je ale nie podążaj za nimi. Skup się na oddechu. Powtarzaj to ćwiczenie codziennie.

Ćwiczenie akceptacji teraźniejszości.

Kiedy tylko masz chwilę wolnego zamknij oczy i skup się na swoim oddechu. Poczuj jak powietrze wpływa i wypływa przez nozdrza. Zostań tak chwilę po czym otwórz oczy i rozejrzyj się wkoło. Spójrz w koło z ciekawością dziecka. Spójrz na swoje otoczenie tak jakbyś widział je po raz pierwszy w życiu. Dostrzeż wszelkie pomijane na co dzień szczegóły i niuanse – nawet te mało ważne. Nie oceniaj i nie nazywaj, nie wykonuj żadnej pracy myślowej – tylko patrz. Uśmiechnij się do tego co widzisz. Powtarzaj to ćwiczenie kiedy tylko zdołasz aż stanie się Twoją codziennością.

Galeria