Artykuły

Jeżeli komuś mówię, że nie jem mięsa bardzo często jakby w odpowiedzi słyszę pytanie: „To co ty właściwie jesz?”. Po czym zaraz pada następne: „A czy nie boisz się że dostarczasz organizmowi zbyt mało białka?”. No więc „Nie – nie boję się”.

Już w dialogach Platona Sokrates broni prostej roślinnej diety jako najlepszej dla naszego zdrowia przeciwstawiając ją diecie cywilizowanej „luksusowej” złożonej w dużej części z mięsa. Łączy też spożywanie diety mięsnej z problemem braku ziemi pod hodowlę oraz konieczności nauczania większej liczby lekarzy, którym ta dieta dostarczy nowych klientów.

Traktat który powstał ponad dwa tysiące lat temu jest wciąż tak samo aktualny…

Mit białka trwa nieprzerwanie od odkrycia jego istnienia w roku 1839. Jego druga nazwa „proteina” czerpiąc z greki znaczy „pierwszy”.

…? Takie zadanie postawiła przede mną Iza. Aby przygotować się do napisania artykułu, jak każdy porządny uczeń wrzuciłam to pytanie w google. Oprócz kilku artykułów związanych z kontrowersjami odnośnie jogi i religii… natknęłam się na artykuł Patrycji Gawlińskiej (tu link: https://joga-abc.pl/dlaczego-joga-nie-dziala-patrycja-gawlinska/) oraz film Macieja Wieloboba (https://maciejwielobob.pl/2015/12/joga-medytacja-nie-dziala-dlaczego/), odnoszące się do tego samego zagadnienia. Cóż, raczej nie mam szans napisać czegoś co będzie w jakikolwiek sposób bardziej odkrywcze niż słowa tej dwójki wspaniałych nauczycieli (zachęcam do lektury, posłuchania). Natomiast spróbuję podjąć próbę wyjaśnienia tego tematu moimi słowami.

 

„Pozwól temu odejść” „Puść to wolno”

Próbuję cały czas.

Codziennie.

Niezależnie czy chodzi o ważniejszą sprawę, przypadkowe zdarzenie czy zupełny banał – efekt jest ten sam. Moja nawykowa reakcja czyli zapentlenie umysłu na problemie/zagadnieniu. Ba! Niekoniecznie ważnym. Często jest to byle cień zdarzenia, usłyszane wyrywkowo zdanie, przelotny skrzywiony uśmiech, obraz, spojrzenie. Niby nic ważnego. Ale zostaje we mnie. Czasem na długo…

(artykuł ukazał się w magazynie JOGA, magazyn nr 7)

Zawsze myślałam, że to przychodzi samo. Że istnieje jakaś naturalna mądrość, podprogowy metafizyczny przekaz praprzodków, jakaś głęboko zakorzeniona więź, która uczy kobiety być doskonałymi matkami a mężczyzn układa do roli przykładnych ojców. Naprawdę myślałam, że dzieje się to samo niejako bez naszego specjalnego zaangażowania gdzieś w międzyczasie bycia w ciąży a porodem – plus minus parę miesięcy. Myliłam się.

Naczytałam się poradników wiele o slow life. Lubię czytać, więc książki Honore, Glogazy, blog Babauty, porady japońskich minimalistek - pochłonęłam jednym tchem. Logiczne one są. A jakie sugestywne! Czytając miałam wszystko przed oczami.

Zaczęłam działać natychmiast. Redukować co się da. Według wskazówek oczywiście.

„Jaka wola człowieka, takie jego czyny. Jakie jego czyny. Takim się staje.” (Brihadaranjaka upaniszada 4.5)

Wszystko jest ze sobą połączone i wszystko ma wpływ na wszystko. Każda nasza myśl -choćby najbledsza, każdy widziany obraz, każde zdawkowe choćby spojrzenie. Słowa wypowiedziane lub nie, szepty. Zamiary starannie ukryte, barwne emocje, bezczelne chcenia i wieczne pragnienia oraz każdy przejaw jakiegokolwiek czynu lub działania pozostawiają ślad.

Galeria