Artykuły

zdj. Justyna Wesolowska & Mariusz Potyralski

Aby dobrze rozpocząć swój pierwszy artykuł, zacznę od rozwikłania nazwy zagadnienia, o którym będę pisać. W tym celu sięgnę do źródła, czyli słów Srivasta Ramasawamiego zawartych w książce „The Complete Book of Vinyasa Yoga”:

„Sanskrycki termin vinjasa pochodzi od przedrostka vi, który oznacza zmienność i przyrostka nyasa, który oznacza „w ramach ustalonych parametrów”.

Te parametry (…) zawarte w Jogasutrach Patańdżalego to:

# stabilność (…),
# wygoda – (…) radość i relaksacja w pozycji,
# płynny i długi oddech.”

Wrzucając wszystkie te elementy do jednego worka można stwierdzić, że Vinyasa Krama to przede wszystkim uważne połączenie ruchu z oddechem.

Autorem, lub też ojcem tego nurtu jogi, jest acharya Śri Tirumalai Krishnamacharya
(1888-1989), indyjski nauczyciel jogi, uzdrowiciel. Rozpoznawany na całym świecie jako osoba, która wywarła największy wpływ na świat współczesnej jogi. Podczas swoich podróży po Indiach nauczał i promował jogę wraz ze wszystkimi jej aspektami (a więc poza samymi asanami również przestrzeganiem zasad jamy, nijamy, praktykami oddechowymi, pratyaharą oraz medytacją). Podstawę jego nauki, jak mówi książka A.G. Mohana „Krischnamachayra: His Life and Teachings”, stanowiło podejście twierdzące, iż należy nauczać tego, co jest odpowiednie dla danej jednostki, ang.: „Teach what is appropriate for an individual”. Swoją wiedzą i praktyką starał się pomagać przywracać zdrowie i dobre samopoczucie swoim uczniom. Kirschnamachayara był mistrzem dla wielu znanych i cenionych nauczycieli jogi m.in. B.K.S. Iyengar, S. Ramaswami oraz A.G. Mohana.

W Vinyasa Kramie integracja ciała, umysłu i oddechu prowadzi do stanu harmonii, spokoju oraz uważności. Samo słowo vinyasa oprócz ruchu i zmienności oznacza również przystosowanie, dostosowanie. Joga w tym nurcie dostarcza nam wielu wariantów każdej pozycji, co pozwala joginowi odkrywać możliwości swojego ciała na drodze do uczucia komfortu i wygody w asanach. Same pozycje są ułożone w logiczne, przemyślane sekwencje. Każda asana prowadzi nas płynnie przez praktykę na fali głębokiego oddechu ujjayi. Wdechy i wydechy powinny być sobie równe, zarówno jeśli chodzi o czas ich wykonywania jak również ilości powietrza wypełniającego i opuszczającego nasze płuca. Prowadzimy je wyłącznie nosem, starając się przy tym wydłużać każdy etap procesu oddychania. Oddech powinien być płynny i wykonywany bez przerw (z wyjątkiem przeskoków). Dzięki takiemu sposobowi pracy nad oddychaniem otrzymujemy doskonałe narzędzie do ćwiczenia uwagi, skupienia i świadomości ciała. To jak bardzo przyłożymy się do prawidłowego i uważnego oddychania będzie miało swoje odzwierciedlenie w wykonywanych przez nas pozycjach czy przejściach między nimi. Podstawę praktyki w Vinyasa Kramie stanowi dziesięć podstawowych sekwencji, zaczynających się od ustalonych pozycji stojących, siedzących lub odwróconych. Sekwencje są ułożone w taki sposób, aby przez prostsze warianty można było przygotować ciało do tych bardziej skomplikowanych. Dzięki temu praktykujący zyskuje zdrowie i wolność w łagodny sposób, bez wykonywania skomplikowanych pozycji, na które nie jest gotowy. Asany powinny być praktykowane w sposób umożliwiający poczucie stabilności oraz wygody. Te dwa słowa pełnią bardzo istotną rolę w trakcie wykonywania wszystkich pozycji. Ponieważ jak powiedział I.K. Taimini autor tłumaczeń dzieła Patańdżalego:

„Technika raja jogi jest skierowana ku wyeliminowaniu wszelkich źródeł zakłóceń świadomości, zewnętrznych i wewnętrznych. Otóż okazuje się, że ciało fizyczne jest jednym
z najczęstszych źródeł zakłóceń umysłu. (…) A zatem jogin musi wyeliminować całkowicie zakłócenia, które powstają w ciele zanim zajmie się pracą z umysłem jako takim.”

Należy więc szczególną uwagę skierować na świadome rozluźnianie się w pozycji, mimo tego, że czasem wydaje się to być niemożliwe. Nie powinniśmy tworzyć ani utrwalać napięć w ciele w trakcie ćwiczenia asan. Praktyka wykonywana na siłę, forsownie, może spowodować zatracanie możliwości słuchania i czucia swojego ciała, co może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Praktykując jogę w nurcie Vinyasa Krama uaktywniamy całe nasze ciało, nie tylko mięśnie, jak w przypadku wielu metod ćwiczeń na siłowni czy fitness, ale również stawy, więzadła i gruczoły. Jest to bardzo istotne, gdyż ćwiczenie tylko poszczególnych partii ciała, z całkowitym wyłączeniem pozostałych, powoduje zwiększenie cyrkulacji krwi w tym obszarze kosztem innych narządów ciała. Tak jak w przypadku oddechu nie powinno się wykonywać przerw między poszczególnymi oddechami, tak podczas praktyki należy zachować ciągłość i płynność ruchów. Przejście między kolejnymi asanami powinno nam zająć tyle samo czasu co jeden oddech – nie mniej, nie więcej. Ruch winien być zsynchronizowany z oddechem, a nie odwrotnie. Będzie się to wiązało ze zwolnieniem przy okazji wykonywania prostszych przejść (np. tadasana – uttanasana) oraz przyspieszeniem przy tych bardziej skomplikowanych. Rytm wykonywanych pozycji powinien być płynny, gdy skończymy jedną przechodzimy do następnej. Przez całą praktykę powinno się trzymać mula bandhę, która poza tym, że ma wiele zastosowań czysto fizycznych takich jak: ćwiczenia mięśni dna miednicy, ustawianie jej w odpowiednim położeniu, umożliwienie wykonywanie niektórych bardzo trudnych przejść i wiele innych, pozwala na pełne skupienie podczas praktyki, kierując naszą świadomość do środka naszego ciała. Oprócz możliwości rozwijania się w kwestii fizycznej, mentalnej oraz duchowej, Vinyasa Krama znajduje również zastosowania rehabilitacyjne. Krishnamachayra stosował jogę kiedy w wieku 96 lat złamał biodro. Sam zaprojektował zestaw asan, które był w stanie wykonywać we własnym łóżku, co w rezultacie pozwoliło mu na powrót do sprawności fizycznej. Osiągnął to po dwóch miesiącach ćwiczeń, unikając zabiegu chirurgicznego. (tutaj link do filmiku ukazujący Krishnamachayre w trakcie wykonywania ćwiczeń klik). Jest to dość ekstremalny przykład sytuacji, w której potrzebna była ogromna wiedza, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jednoznacznie ukazuje nam jednak to, że joga daje zestaw narzędzi, które mogą skutecznie posłużyć budowaniu lub odbudowywaniu naszego zdrowia. W całym procesie nie tylko ciało, ale także nasze wnętrze przechodzi transformację. Poprzez regularną praktykę dąży się do dobrego zdrowia i spokoju umysłu.

 W nurcie Vinyasa Kramy sekwencje są ułożone w taki sposób, aby dało się płynnie przechodzić z jednej pozycji do drugiej nie zatrzymując przy tym oddechu, a wręcz wydłużając i pogłębiając go. Ten aspekt odróżnia omawiany przeze mnie styl jogi od stworzonego przez B.K.S Iyengara. W jodze „Iyngarowskiej” praca z oddechem następuje w samej asanie (z wdechem wydłużanie, z wydechem pogłębianie), nie występują płynne przejścia. Dodatkowo w każdej asanie pracuje się długo, do kilku minut, czego nie ma
w Vinyasa Kramie. Sekwencje budowane są stopniowo, od rzeczy prostszych do bardziej zaawansowanych. Dają nam wyraźny znak, którędy należy podążać do osiągnięcia indywidualnego celu. Można je dopasowywać do aktualnych potrzeb i możliwości, co z kolei odróżnia Vinyasa Krame od siostrzanego nurtu Vinyasa Ashtangi – w „ashtangowym” podejściu sekwencja jest ustalona, całościowa, od punktu A do punktu B, modyfikacji jest niewiele (w podejściu bardzo ortodoksyjnym nie ma ich nawet wcale). Jeśli nie potrafisz wykonać danej asany zostajesz w tym punkcie i nie możesz iść dalej. Vinyasa Krama jest za to narzędziem, które pozwala budować praktykę tak, aby była dla danej osoby możliwie najlepsza. Serie różnią się między sobą i pozwalają pracować nad wybraną grupą mięśni czy stawów.

Z mojego punktu widzenia joga w nurcie Vinyasa Kramy jest jak bardzo dobra książka. Biorę ją do ręki, zaczynam czytać – od powolnego, rozgrzewającego wstępu przechodzę płynnie przez jej kartki, aż w końcu docieram do punktu kulminacyjnego, jakim jest wykonanie asany, do której moje ciało i umysł były przygotowywane przez pierwsze strony. Kończy się to wszystko płynnym zakończeniem, wyciszeniem, delikatną refleksją. Pozwala mi się zrelaksować i wyciszyć. Cieszę się, że ją ukończyłam, jestem bogatsza o nowe doświadczenia i odczucia, ale w środku zawsze odczuwam lekki żal, że to już koniec ale równocześnie radość, że przede mną kolejne nieprzeczytane tomy.

Bibliografia:

Galeria