Logo Joga Gliwice
Studio Jogi Artykuły
Studio Jogi Artykuły
Studio Jogi Artykuły

Król jest nagi.

Komercjalizacje praktyk jogi jaka obecnie ma miejsce jest bezprecedensowa. Odeszliśmy już tak daleko od jej kulturowych i ideowych korzeni jak tylko można.

Owe zagubienie, niezrozumienie, pomieszanie widać nie tylko w obszarze przeciętnego konsumenta czyli odbiorcy usługi o nazwie joga, ale także, a może przede wszystkim w kręgach osób sprzedających ową usługę.

Każdy wie przecież, że ryba psuje się od głowy.


Istotna pozostała już tylko forma. Treść bowiem dawno się rozmyła.

Patrząc w Internet wydaje się, że niewiele osób też ją jeszcze pamięta.

Wielomiliardowy przemysł - twór o nośnej nazwie „wellness” wchłonął to czym joga była - wypluwając to czym stała się obecnie.

To teraz multikolorowy, wielozadaniowy i w pełni kompatybilny superprodukt opakowany pięknie w nośny powidok tęsknoty za wyblakłymi i zupełnie nieużywanymi ideami.

No ale cały czas dobrze brzmiącymi ideami - szczególnie we wszechobecnej duchowej pustce naszych czasów.

Czujemy bowiem, że nasze życia nigdy nie były tak przemijalne jak teraz.

Zaprzeczyliśmy bardzo skutecznie już wszyściutkiemu co obiecywałoby nam jakąkolwiek trwałość.

Mamy wszystko, ale tak naprawdę brakuje nam tego co naprawdę istotne.

Czując lęk przed bezsensem istnienia grawitujemy podświadomie więc do czegokolwiek - co tylko się pojawia.


Ponadczasowość owych wielkich wartości jogowych je zgubiła. Satya - prawda, Ahimsa - niekrzywdzenie. Ekagrata - jednoupunktowienie. Tapas - gorliwość dyscypliny.

Biedne przetrwały jakoś - choć świat zmienił się nie do poznania. Zgubiło je też trudne i lekko mistyczne brzmienie, które świetnie się sprzedaje.

Spłycone do granic absurdu sanskryckie słowa wiszą w pojęciowo-kulturowej przestrzeni znanej nam dziś jogi. Przypadkowo i bez pojęcia.

Jedynym potwierdzeniem ich istnienia jest dobrze dobrany font, czcionka - taka aby pasowała do asany ze zdjęcia, którą podpisują.


Asana!

Właśnie - teraz ona rządzi.

Asana (to przecież świetnie medialnie brzmi!) dzięki social mediom kojarzy nam się już podprogowo z fikuśną pozycją ciała robioną najczęściej przez kobietę w równie kolorowej co kusej odzieży.

Standartowo w obcisłych do granic szwów leginsach i stylowym staniczku lub ewentualnie w stroju kąpielowym. W asanie ważny bowiem jest goły brzuch oraz dekolt. Jeszcze bardziej w asanie ważna jest pogłębiona lordoza uwypuklająca jędrne pośladki oparte o jakiś murek. Co zrobisz z nogami w asanie nie jest już tak istotne ale całkiem fajnie będzie wyglądało jak będą rozłożone wypełniając cały kadr - naprawdę szeroko.


Oczywiście wszyscy bezgłośnie wiemy, że najważniejsza nie jest owa asana ale …oczywiście treść!

To od razu widać.

Pod zdjęciem musi być jakiś mądry, najlepiej mocno filozoficzny rozbudowany wpis o zacnych jogowych etycznych i moralnych wartościach (typu śauca - czystość lub zabawniej jeszcze brahmacharya - powściągliwość, umiar). O mnogości bodźców. O potrzebie ciszy, o drodze rozwoju wewnętrznego, o pracy nad sobą, o pogłębianiu świadomości etc.

Jeszcze lepiej jak za tło robią wzgórza Bali, plaża lub choćby jaki duży egzotyczny liść.


Nikomu nie przeszkadza, że obraz ów pod każdym możliwym względem umniejsza, uwłacza lub wręcz krzycząco zaprzecza treści pod spodem.

Nikt owego dysonansu nie widzi?

Nikt nie widzi, że nagość wyeksponowanego w asanie ciała jest jednoznaczna - co diametralnie zaprzecza jakiejkolwiek złożoności czy refleksji, którą sugeruje tekst.

Wartość ekspozycyjna „joginki” w takiej asanie sprowadza się tylko i wyłącznie do jej zewnętrznego wyglądu. Paradoksem zaś jest tu także to, iż uprzedmiotowione i tak wyzyskiwane ciało, sprowadzone do roli towaru wystawowego jest zaprzeczeniem tego czym powinno być owe ciało w jodze.


Niemniej nie tylko tym joga się stała.

Jest jeszcze show - iście fitnesowo-cyrkowa akrobatyka. Ta to mam moc! Jakby wymyślona dla social mediów…

Odpowiednio wyeksponowane ciała w spowolnionym spektaklu opierającego się grawitacji ruchu robią piorunujące wrażenie.

Stają się wiralem!

Stanie na rękach idealne - staje się Złotym Gralem praktyki.

Niedoścignionym celem setek warsztatów, wieloletnich poświęceń i znojów. Otoczone świtą pomniejszych balansów niczym jogowy Iśwara kroczą dumnie pozycje odwrócone w setkach rolek zapisując się w naszej świadomości jako istota praktyki jogi. Czyżby?


Oprócz powyższych, najczęściej zapisanych w mediach obrazów jogi mamy tu jeszcze naprawdę dużą sferę łatwostrawnej ezoterycznej papki stworzonej na bazie gładko zblendowanych podstaw filozofii okołojogowej.

Mamy tu więc mocny trzon pracy z energią wszelaką i wszelako pojmowaną. Można ją na przykład… obudzić. W tym przodują panowie.

Prym jednak wiodą tu czakry oczywiście. Równie nienamacalne co magiczne. Je akurat otwieramy.

Kto jednak nie chce właśnie otworzyć sobie czakry podstawy to może jeszcze popracować z jej polem. Lub ewentualnie kupić zestaw świec harmonizujących je wszystkie stadnie.

Jeśli nie czakry to można sobie online uleczyć fale mózgowe z ograniczających przekonań, zrozumieć podczas warsztatów jogi czego pragnie dusza lub wziąć udział w jogowym chantingu z leczącą ciałoczułością albo uzdrowić relacje z energią rodu przodków.

Można się też tu oczyszczać - bo przecież gdzieś tam głęboko tkwi w nas jakiś powidok jogowej ascezy, prawda?

Oczyszczanie super jest - ze złych energii na przykład - pijąc owocowe soki. Z trudnych związków - magią kryształów. Aurę wyczyścić można - dymem kolorowych świec. Okadzanie kadzidłem lub drewienkiem zawsze od biedy też zrobi tu robotę.


Taki to obraz prezentuje dzisiejsza joga.

Nie wymyśliłam tego.

Spójrz w smartfona.


Obraz ze wszech miar obscenicznie powierzchowny.


Od wszechobecnych rozkosznych fotek asan gdzie uprzedmiotowione ciało staje się obiektem wystawowym w swoistym soft porno, poprzez wymyślne cyrkowe akrobacje aż do skomplikowanych i cudacznych praktyk magicznych i pseudoduchowych.

Wszystkie te obrazy podrasowuje, uwodzi i uwzniaśla delikatny nienamacalny biały szum w tle dawno zapomnianych jogowych wzniosłości: wartości i celów, nakazów i zakazów moralnych. Oddania, posłuszeństwa, poświęcenia, dążenia, wyrzekania.

Rozumienia. Odnajdywania. Spełnienia.

Świadomości.

Świadomości.


To te tło, te wzniosłe wartości zawierające to czego nam tak bardzo brak w obecnych czasach, a do czego podskórnie tak rozpaczliwie pretendujemy niczym zbiorowa halucynacja sprawiają, że owy „obraz jogowy” tak bardzo nas uwodzi.

Tak totalnie bezkrytycznie się sprzedaje.


W swej istocie pragniemy bowiem wartości.

Szukamy znaczenia.

Rozumienia.

Sensu.


Niestety obraz współczesnej jogi niezależnie jak bardzo irracjonalny, multiplikowany po wielokroć w milionach screenów, postów, wpisów i rolek w social mediach, we wszelkich możliwych krojach najmodniejszych na ten sezon leginsów traci ową irracjonalność i zaczyna stanowić betonowo dosłowną i obrzydliwie solidną istotę tego czym obecnie stała się dla nas joga.

Obrazy są szybsze niż tekst. Wystarczy jedno spojrzenie.

Obraz więc istnieje bardziej, prawda?


„Kłamstwo powtarzane po wielokroć staje się prawdą”.


Czy współtworzenie wizerunku takiej jogi Ci wystarcza?

Czy chciałabyś/chciałbyś aby taką asanę robiła Twoja mała córka?

Czy takie dokładnie chcesz jej przekazać wartości?

Czy tym są Twoje jakości?


Pozwól proszę aby przez chwile nie chodziło tylko o Ciebie i twoje prawa. Tak! Masz prawo robić wszyściutko co tylko zechcesz.

Ale - litości - nie nazywaj tego JOGĄ.


Przez chwilę spójrz szerzej.

Pozwól by tym razem nie chodziło o Ciebie, a właśnie o jogę.

Jej mi żal.


Piękna w swojej prostocie, wzniosła praktyka skupionej pracy nad sobą dążąca do głębokiej wewnętrznej przemiany odchodzi w zapomnienie. Przestaje istnieć w zbiorowej świadomości.


Joga to przecież dyscyplina umysłu. Zatrzymanie jego poruszeń, zmiennych stanów jak twierdzą Jogasutry.


Joga to droga do braku chorób i lekkości ciała, do stabilności umysłu jak twierdzi Hathajogapradipika.


To uważne zjednoczenie oddechu i zmysłów prowadzące do pogłębienia świadomości jak twierdzą Upaniszady.


Joga to równowaga - dotycząca zarówno naszej codzienności jak i równowaga postawy wewnętrznej. Umiejętność zachowania tak ważnego spokoju ducha zarówno w obliczu traumy, utraty, nieszczęścia, porażki jak i …sukcesu.

To pełne uważności działanie - antidotum na bezsens - będące samo w sobie wartością bez „przywiązania się do owoców czynów” jak twierdzi Bhagavadgita.

To nauka czerpania radości z samego trudu starania się.


Joga to „zjednoczenie zmysłów, umysłu i duszy” według ajurwedy, według Charakasamhity prowadząca do pełnego zdrowia psychofizycznego.


„Joga to atman” wreszcie - twierdzą Upaniszady.


Pamiętasz?

To najgłębsza, niezniszczalna i nieśmiertelna istota człowieczeństwa.

Identyczna na subtelnym poziomie z „duszą wszechświata”, Absolutem, Brahmanem przenikającym wszystko.

Celem zaś życia człowieka, jogina miało być według Wed poszukiwanie i rozpoznawanie owej tożsamości. Urzeczywistnianie owych wartości.


Co to wszystko ma wspólnego z wyeksponowanymi pośladkami w akrobacyjnych pozach?


Jeszcze smutniejsza jest tu bezradność. Bo nawet jeśli Ty praktykujesz jogę i chciałbyś/abyś to pokazać - to widzisz, że pod względem zewnętrznej atrakcyjności postrzeganej kamerą smartfona nigdy nie wyprzedzisz pół gołego biustu czy fragmentu krocza wystającego z rolki.

Siedzenie w dresie w pozycji medytacyjnej czy robienie trójkąta nie zdobędzie lajków.

Nie przyciągnie uwagi.

Nie sprzeda się.

Nie zapisze się w zbiorowej świadomości social mediów.


Nie zaistnieje więc.


Patrzę na to od lat.

Nic nie mówiąc bo przecież mówić teraz już nie wypada.

Ma być zawsze tylko pozytywnie, aprobująco - lajkująco i ze wszech miar poprawnie politycznie. Mental świata tworzy teraz brak komunikatu/przycisku „Nie lubię”.


Ja czuję się za ten stan, za ten obraz jogi współczesnej współodpowiedzialna.

I jest mi z tego powodu szczerze, szczerze wstyd.

Moje milczenie staje się bowiem tu przyzwoleniem.

Twoje też.


Za Upaniszadami powiem.

Jesteś wart tyle ile to za czym podążasz.

Jesteś wart tyle ile to o co się starasz.


Król jest nagi.

Tagi wpisu